Wielokrotnie słyszeliśmy, że mamy siebie dobrze traktować i polubić swoje życie, tyle że łatwiej się o tym mówi, niż się to realizuje w praktyce.
Być może jednym z powodów naszych zahamowań jest słuszna obawa, że takie nastawienie prowadzi do narcyzmu rodem z łamów kolorowych magazynów, w których celebryci ze swadą opowiadają, że przecież chcieć to móc. Wystarczy tylko pozytywne myślenie na swój temat, a wszystko stanie się prostsze, czego ich życie jest na
jlepszym dowodem.
Odzywa się w nas też rozdarcie pomiędzy ewangelicznymi Marią i Martą, uosabiającymi z jednej strony to, co jest w życiu modlitwą, a z drugiej strony to, co jest w nim pracą. Rozterka tym większa, że wzmocniona słowami Pisma, mówiącymi wprost, że zasłuchana w to, co mówił Jezus, jedna z sióstr wybrała lepszą cząstkę, a więc, w domyśle, zaangażowanie w codzienność drugiej siostry jest zajęciem mniej ważnym.
Nasi autorzy zwracają uwagę, że wielu tych trudności i rozterek udałoby się uniknąć, gdybyśmy pośród rzeczy ważnych umieli wybierać to, co jest dla nas ważniejsze. A także zgodzili się na to, że wszystkiego w życiu mieć nie będziemy. Nie przeczytamy wszystkich ważnych książek, nie zobaczymy wszystkich kościołów Rzymu, Paryża i Wenecji. Nie obejrzymy wszystkich filmów i wszystkich obrazów w galeriach świata. Być może owo polubienie siebie to – jak pisała kiedyś amerykańska poetka Emily Dickinson – zgoda na to, że zamiast oceanu mamy jedną kroplę, zamiast całego lasu kawałek wrzosu. Tylko taka perspektywa może nas uratować przed smutkiem i złością na samych siebie. |o. Roman Bielecki OP, redaktor naczelny

ZDJĘCIE NA OKŁADCE: ABBS JOHNSON / UNSPLASH.COM